W tym wpisie chciałabym nawiązać do kwestii, która pojawiała się już w poprzednich postach dotyczących paryskiego szyku. Zwracałam w nich uwagę, że podstawowym warunkiem uzyskania efektu paryskiej elegancji jest noszenie ubrań dobrej jakości.
Oczywiście, nie musimy być od stóp do głów spowite w jedwabie i kaszmiry, bo warto łączyć tańsze elementy z droższymi, ale dobrze mieć w swojej garderobie kilka sweterków dobrej jakości (z kaszmiru, alpaki, wełny merynosowej, czy zwykłej owczej, albo ich mieszanek), 2-3 wełniane żakiety, klasyczne, proste, porządne dżinsy bez żadnych ozdóbek, jedwabną, koszulową bluzkę, czy lniane ubrania na lato. Nosząc ciuchy dobrej jakości, narzucone i połączone z innymi jakby od niechcenia, uzyskamy efekt słynnej paryskiej nonszalancji. "Zainwestuj w kilka luksusowych sweterków i żakietów" to jednak samo w sobie dość nonszalanckie stwierdzenie, na szczęście z pomocą przychodzą nam... LUMPEKSY!:)
Nie będzie przesady, jeśli powiem, że w lumpeksach łowię już od jakichś 20 lat, swego czasu prowadziłam też sklep z ubraniami i dodatkami vintage, więc pewną praktykę mam:) Przeszłam już chyba wszystkie fazy zauroczenia lumpeksowymi ciuchami - od kupowania sterty niepotrzebnych ubrań, tylko dlatego że wydawały mi się fajne i że były tanie, poprzez piękne i charakterystyczne sukienki z lat 50-tych i 60-tych, których jednak i tak nie nosiłam, bo nie do końca dobrze się w nich czułam (na szczęście mogłam je wstawiać do sklepu i trafiały w dobre ręce), aż do fazy obecnej, kiedy to skupiam się na starannym wyszukiwaniu klasycznych ubrań o jak najlepszej jakości.
Marka nie ma dla mnie fundamentalnego znaczenia, ale oczywiście cieszę się, jak trafię na spodnie Chanel, żakiet J. Crew, czy sukienkę MaxMara. Ale równie dobrze może to być piękny francuski płaszczyk nieznanej marki z lat 60-tych, uszyty z najwyższej jakości wełny, w idealnym stanie, w cenie 7 zł:).
Dzisiaj podzielę się z Wami kilkoma moimi sprawdzonymi trikami i sposobami na to jak kupować w lumpeksach, poniżej też trochę zdjęć moich łupów.
Zacznę od tego, że najbardziej nie lubię kupować w wielkich, sieciowych lumpeksach, które obecnie w zastraszającym tempie opanowują mniejsze i większe polskie miasta. Mimo że jestem fanką second-handów, to jednak smuci mnie fakt, że znajdują się one nawet na głównych i - wydawałoby się, najbardziej prestiżowych - ulicach naszej stolicy np. Coś to jednak mówi o poziomie życia w naszym kraju..
Ale wracając do rzeczy - lumpeksów sieciówkowych nie lubię, bo jak nietrudno się domyślić, znajdują się w nich w ogromnej większości (i ilości) rzeczy prosto z sieciówek, masowe, dość kiepskiej jakości, czyli dokładnie to, czego akurat w lumpeksach nie szukam.
Rzeczy markowe, z wyższej półki, bardzo dobre jakościowo, czy wręcz luksusowe stanowią jakieś 10% asortymentu, wiec bardzo trudno jest je wyłuskać w całym tym morzu niewiele wartych ubrań. Ja nieskromnie mówiąc - potrafię:), ale to - jak wspomniałam na początku - lata praktyki, rentgen w oku oraz intuicja i pewna doza samozaparcia:).
Zaglądam jednak i do takich sieciówkowych molochów, bo akurat mam je na trasie swojej codziennej marszruty, a na dojazdy do tych bardziej kameralnych i ciekawszych nie mogę sobie pozwolić ze względu na brak czasu.
Teraz przekażę Wam na kilka praktycznych wskazówek, jak łowić w tego typu lumpeksach.
Pewnie spotkałyście się już ze stwierdzeniem, że udając się na zakupy do second-handu nie należy nastawiać się na znalezienie jakiejś konkretnej rzeczy, która w tym momencie byłaby przez nas najbardziej pożądana - np. małej czarnej, sweterka w romby, czy kamelowego płaszcza... Że trzeba mieć otwarty umysł oraz sporą dawkę wyobraźni, żeby przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza, to co akurat los nam podsunie:)
Nie do końca sprawdza się to w przypadku sieciówkowych molochów. Oczywiście, otwarty umysł i wyobraźnia przydają się jak najbardziej, ale zaglądając do nich, warto obrać sobie jakiś cel - np. taki, że polujemy na sweterki albo na wełniany płaszcz np., i skupić się na przeszukiwaniu lumpeksu pod tym kątem, koncentrując się na sektorach sweterkowych, płaszczowych, itd.. Wtedy fizycznie będziemy w stanie ogarnąć temat, dokładniej przejrzeć możliwe największą ilość ubrań, poczytać składy, poprzymierzać...
![]() |
| Ten różowy oczywiście z działu męskiego:) |
Przymierzanie jest bardzo ważne, bo ilekroć - widząc kolejkę do przymierzalni - machnęłam ręką i kupiłam coś "na oko", w przekonaniu, że na pewno będzie pasować, to prawie zawsze taka rzecz nadawała się do d...:) O ile kosztowała grosze, to jeszcze dało się przeżyć, ale w przypadku kilkudziesięciu złotych to już można było sobie w brodę pluć.
Zawsze więc warto zarezerwować sobie trochę więcej czasu, wziąć poprawkę na kolejki do przymierzalni (których zazwyczaj jest za mało) i ZAWSZE wszystko przymierzać, bo przecież zwrócić się nie da.
Ale jak w ogóle wyłuskać cokolwiek, co chciałybyśmy przymierzyć? Najlepiej byłoby przejrzeć całą ofertę, wieszak po wieszaku i wybrać z niej wszystko co najlepsze. Jest to jednak zbyt praco- i czasochłonne, albo i wręcz niemożliwe, więc musimy obrać sobie jakieś kryterium.
Ja staram się od razu wyłapać jakość - skanuję wzrokiem wieszaki i do razu wiem;). Hmm, tak dobrze to jeszcze nie ma:), ale sięgam po rzeczy, które wydają mi się dobrej jakości i faktycznie często trafiam w dziesiątkę. Dla potwierdzenia sprawdzam od razu metkę - jeśli, dajmy na to, sweterek jest akrylowy, to odwieszam od razu, bo nie o taką jakość mi chodziło..
Liczy się tylko kaszmir, prawdziwa wełna, wełna merino, moher, jakąś jedwabną domieszką też nie pogardzę, ale jeśli domieszka akrylu czy czegoś innego sztucznego, to tylko do 50%. Czasem, kiedy mam pokusę przygarnięcia sweterka bardzo w moim typie, który jest nawet przyjemny w dotyku, wyglądający na dobrej jakości i prawie jak nowy, ale jednak akrylowy, to staram się szybko uświadomić sobie, że podczas noszenia na 100% straci fason, zmechaci się i będzie wyglądać dość żałośnie, i szybko go szybko odwieszam.
![]() |
| Wełniany sweter w butelkowej zieleni oraz spódnice z którymi sweterki można łączyć |
Tu od razu dodam, że nie jest tak, że dobre gatunkowo sweterki nie obrastają w kulki - jest do dosyć naturalny i nieunikniony proces, jednak o wiele mniej intensywny w przypadku dobrej gatunkowo wełny, niż akrylu. Dobra golarka do swetrów jest naszym jesienno-zimowym niezbędnikiem, bez tego prozaicznego narzędzia nie osiągniemy efektu "effortless chic". Czytałam gdzieś, że najlepsze kaszmiry z każdym kolejnym praniem powinny wyglądać i sprawować się coraz lepiej - coś w tym jest, bo mam czarny, kaszmirowy, nieziemsko miękki i przytulny sweter, który wyprałam wbrew zakazowi na metce i absolutnie nic się z nim nie stało - ani po pierwszym, ani po żadnym kolejnym praniu. W trakcie użytkowania pojawiło się tylko trochę kuleczek, które z przyjemnością potraktowałam golarką, bo golenie swetrów bardzo mnie relaksuje:)
Czasem, podczas przeglądania wieszaków, nie wyłapię konkretnej rzeczy, ale mignie mi przed oczami metka z marką, którą kojarzę całkiem dobrze, albo tylko trochę, ale mam pewne podejrzenie, że za nią może się kryć coś więcej, więc obowiązkowo taką rzecz oglądam. Nie dlatego, że jakoś wyjątkowo snobuję się na metki i marki, ale dlatego, że zazwyczaj dobra marka jest gwarantem jakości, czasem tak wysublimowanej, że że na pierwszy rzut oka nie jesteśmy w stanie jej docenić. Na wieszaku taka rzecz może wyglądać nieciekawie, bardzo niepozornie i dopiero po przymierzeniu pokaże wszystkie swoje walory - mistrzostwo kroju, świetne podkreślenie figury, komfortu noszenia... Zresztą sam wygląd metki, design, sposób jej wykonania, wszycia, informacje jakie zawiera, też może nam sporo o jakości danej rzeczy powiedzieć.
Mamy sprawdzoną metkę, skład, pozostaje kwestia rozmiaru. Moje podejście do rozmiaru ostatnimi czasy całkiem się zmieniło. Kiedyś, jeśli znalazłam świetną rzecz, ale w za dużym rozmiarze, to nawet nie myślałam o jej przymierzeniu i z żalem odwieszałam, a teraz z założenia odrzucam swetry czy płaszcze w moim właściwym rozmiarze, a kocham oversize:) Nie wiem, czy to bardziej chęć ukrycia niezbyt już doskonałych kształtów, ukrycia się przed światem, czy wpływ trendów (które być może podświadomie przyswajam), ale liczą się dla mnie tylko duże, za duże swetry, miękkie, przytulne, ze szlachetnej wełny, sięgające poniżej bioder, komfortowe w noszeniu, dające poczucie bezpieczeństwa bladym, chłodnym świtem. Można je też bardzo fajnie, kontrastowo zestawiać ze zwiewnymi, szyfonowymi spódnicami, czy sukienkami - oczywiście w towarzystwie grubych rajstop. Tak więc polecam Wam sięgnięcie po większe rozmiary, bo wbrew pozorom można wyglądać w nich lepiej, szczuplej i ciekawiej niż w opiętym sweterku.
![]() |
| Pierwszy sweter to 100% kaszmir, marka Pringle of Scotland, sukienka - 100% wełna, Boden. |
Trzeba tylko zwrócić uwagę na to, żeby taki sweter nie opierał się na biodrach, czy gdziekolwiek poniżej - powinien zwisać swobodnie, bo tylko wtedy da efekt wyszczuplenia. Tak więc powinien być dosyć konkretnie za duży - nie tak trochę, ale najlepiej o jakieś dwa rozmiary. Nie powinien mieć jednak zbyt szerokich pach, bo - raz, że nie wygląda to dobrze, a - dwa - może być kłopotliwe w noszeniu wierzchnich okryć. Za długie rękawy to nie problem, bo można je nonszalancko podwinąć, albo nosić podciągnięte.
Ale wróćmy do kryteriów wyszukiwania - jeśli nie mamy jeszcze wprawy w rozpoznawaniu jakości materiałów, ani też specjalnego rozeznania w metkach, czy markach, to kierujmy się ulubionymi kolorami, wzorami lub fakturami - namierzajmy kratki, kwiatki, melanże, grube sploty, warkocze, czy co tam lubimy, potem sprawdzajmy metki ze składem i rozmiarem oraz stan sweterka i jeśli wszystko się zgadza, to oczywiście przymierzajmy.
Przymierzenie jest bardzo ważne nie tylko dlatego, żeby sprawdzić, czy dana rzecz pasuje na nas, ale podczas przymierzania jesteśmy też w stanie lepiej wyłapać ewentualne wady i uszkodzenia. Warto też sprawdzić, czy piękny wełniany sweterek nie ma dziur, kierując jego pojedynczą warstwę pod światło. Nie wszystkie dziurki czy rozprucia muszą od razu dyskwalifikować - cześć z nich, zwłaszcza te w mniej eksponowanych miejscach (np. pod pachami, na dole ściągacza, czy na szwach) jest łatwa do naprawienia i na grubszych fakturach nie pozostanie nawet ślad. Jeśli jednak sweterek jest z cienkiej, jednolitej dzianiny i ma dziurkę w eksponowanym miejscu, to nie ma się co łudzić, że naprawimy ją bez śladu - wtedy lepiej dać sobie spokój.
O ile wcześniej pisałam o tym, że przeszukując duże lumpeksy warto zawęzić sobie pole działania na konkretną dziedzinę, o tyle teraz zdradzę Wam, że warto jednak poszerzyć je sobie o dział męski:).
To właśnie na działach męskich znajduję najlepsze oversizowe swetry - w kwestii rozmiaru jest to jak najbardziej zrozumiałe, ale też nie jest tajemnicą, że nawet zwykłe sieciówki produkują męskie ciuchy w o wiele lepszej jakości niż damskie. Głownie dlatego, że panowie kupują rzadziej i dana rzecz musi w dobrym stanie przetrwać dłużej, a co za tym idzie - musi być lepszej jakości. Korzystajmy więc z tego i bez skrupułów zapuszczajmy się w męskie rewiry.
Tu zdradzę Wam kolejny trik -najlepsze dżinsy dla siebie znajduję również na dziale męskim, a wcale nie mam męskiej figury. Męskie spodnie leżą na moim sporym tyłku jak ulał:). Na dziale męskim znajduję oczywiście najlepsze boyfriendy - zapinane na guziki, z lekko zwężającymi się nogawkami, które fajnie wyglądają po podwinięciu. Również męskie rurki (cóż za oksymoron), które są wg mnie optymalne, bo są wąskie, ale nie opinające. Męskie dżinsy nie mają też niepotrzebnych przeszyć i ozdóbek, mają też mniej streczu niż damskie i są przez to bardziej szlachetne i eleganckie, a o taki efekt przecież nam chodzi. Problem może być jedynie z długością - ale właściwie tylko w przypadku rurek, bo boyfriendy podwijamy, a inne fasony możemy zgodnie z panującymi trendami prostu obciąć i lekko wystrzępić.
Naturalnie, nie ograniczam się tylko do dżinsów - szukam również dobrych jakościowo, materiałowych spodni w mniejszym rozmiarze, nie pogardzę też też świetną, w miarę dopasowaną rozmiarowo, męską marynarką - lekko za szerokie ramiona są teraz bardzo na czasie.
![]() |
| Wełniane kurtki oraz płaszczyk - ten ostatni z działu męskiego, ale w dość małym rozmiarze |
Powyższe wskazówki są przydatne przede wszystkim w odniesieniu do dużych, sieciówkowych second-handów, jednak najlepsze łupy i skarby można upolować w małych, zapyziałych lumpeksach, umiejscowionych w mrocznych podwórkach, czy bramach, do których nawet czasem strach wejść - ale to już sport dla bardziej zaawansowanych i zdeterminowanych:). Na początek polecam te większe, sieciówkowe, które mają co prawda bardziej przewidywalny asortyment, ale dają też większy komfort poszukiwań..
Na koniec zdradzę Wam, że tekst ten zaczęłam pisać prawie równo 2 lata temu.. Niezły wynik:)
W tym samym mniej więcej czasie rozpoczęłam też pracę na etacie, która wraz z dojazdami, obsługą domu, wychowywaniem dziecka i jeszcze innymi komplikacjami życiowymi, pochłonęła mnie na tyle, że blogowanie poszło całkowicie w odstawkę. Jednak zatęskniłam za tym, bo mimo że to dosyć błahe zajęcie, na niezbyt ważkie tematy, to przekonałam się, że w pewnym stopniu potrzebne mi do utrzymania równowagi życiowej. Dlatego wróciłam (zobaczymy na jak długo:).. Czas spędzany na pisaniu bloga, to tylko i wyłącznie mój czas, robię to bo lubię i chcę, robię to przede wszystkim dla siebie i mam nadzieję to kontynuować..W każdym razie postaram się:)
A sam tekst jak najbardziej aktualny, mimo że paryski szyk troszkę teraz wyparty przez "dress scandinavian", to oversizowe swetry i ubrania podebrane facetom (uzupełnione odpowiednimi dodatkami) jak najbardziej wpisują się też w look skandynawskiej drwalki:)
Niedługo o tym, jak w garderobie z drugiej ręki wyglądać pierwszorzędnie na wiosnę:)
A Wy - co ciekawego ostatnio upolowałyście?




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz