Nie jestem marynarzem (marynarką?), ale w poprzednim życiu z pewnością byłam... Albo będę w następnym.
Uwielbiam morze, to co z morzem związane i wszelkiego rodzaju morskie klimaty, owoce morza, wiatr od morza, fale (również we włosach) i piasek pod stopami...
Bardzo lubię morze Bałtyckie, chociaż wiadomo, aura tu kapryśna i ciężko o dobrą passę w pogodzie. Dla mnie to akurat bez większego znaczenia, bo niespecjalnie lubię wylegiwać się na plaży. Zamiast tego wolę zwiedzać latarnie morskie i porty - mam na tym punkcie małą obsesję. Te odrapane kutry, kolorowe kontenery, zwoje lin, plątaniny sieci, jakieś żelastwa, no i oczywiście ozonowy zapach ŚWIEŻYCH ryb..:) Niewiele osób podziela te moje fascynacje, no cóż.
Wypłynęło to chyba z mojej ulubionej książki dzieciństwa, którą była "Dzika Mrówka i tam-tamy". Style Digger pisała właśnie niedawno o ulubionych książkach z dzieciństwa i mnie też naszło na wspominki. Oprócz Mrówki był oczywiście Pan Samochodzik, powieści Niziurskiego i Bahdaja, wszystkie "Anie", Tomek Sawyer, ale to "Dzika Mrówka" wywarła największe piętno:)
Napisał ją niejaki Perepeczko, podobno brat TEGO Perepeczki - mało znany autor, książka też nie należy do żadnego kanonu lektur dziecięcych, ale była ciekawie, humorystycznie i sugestywnie napisana. Opowiadała historię dwóch braci, których ojciec- marynarz zabrał w rejs statkiem do Afryki, no i przeżywali w czasie tej podróży różne perypertie - na samym statku, jak i w portach, do których zawijali. Do tej pory na hasło "port w Marsylii" mam dreszcze i bardzo chciałabym tam pojechać, albo raczej popłynąć:)
![]() |
| Koszulka w paski <3 |
Napisał ją niejaki Perepeczko, podobno brat TEGO Perepeczki - mało znany autor, książka też nie należy do żadnego kanonu lektur dziecięcych, ale była ciekawie, humorystycznie i sugestywnie napisana. Opowiadała historię dwóch braci, których ojciec- marynarz zabrał w rejs statkiem do Afryki, no i przeżywali w czasie tej podróży różne perypertie - na samym statku, jak i w portach, do których zawijali. Do tej pory na hasło "port w Marsylii" mam dreszcze i bardzo chciałabym tam pojechać, albo raczej popłynąć:)
Na razie się jeszcze nie udało, ale zaliczyłam za to rejs promem na Bornholm. Bardzo polecam pobyt na Bornholmie - macie zapewnione czyste morze (chociaż dosyć chłodne), piękne, szerokie plaże z białym piaskiem (prawie puste!), ciszę, spokój, mnóstwo ścieżek rowerowych, pod dostatkiem świeżo wędzonych ryb i różnego rodzaju śledzi, za którymi ja akurat przepadam:)
Z powrotem już nie było tak spokojnie, bo dopadł nas sztorm - 7 stopni w skali Beauforta, więc zawinęłam po drodze do Rygi (i to nie raz:)) Tak więc morska przygoda w pewnym sensie zaliczona:)
Była też jeszcze jedna, bardziej egzotyczna, podczas pobytu na Filipinach, kiedy to wracałyśmy z siostrą przepełnionym promem (jak się okazało, niespełniającym żadnych wymogów bezpieczeństwa) z jednej z licznych wysepek. Było naprawdę niewesoło, jeśli macie ochotę poczytać więcej na ten temat, i w ogóle o całym naszym pobycie na Filipinach, to zapraszam TUTAJ. Jakieś dziesięć lat temu popełniłam ten tekst, a niedawno odkryłam jeszcze funkcjonującego linka i bardzo się cieszę z tego wykopaliska:)
A teraz do rzeczy - oczywiste jest, że mając takie morskie fascynacje, znaczną część mojej szafy stanowią ciuchy w marynarskie pasy, paski i paseczki.. Jestem wdzięczna Coco Chanel za wprowadzenie ich na stałe do damskiej garderoby - nawet bardziej niż za "małą czarną":) Paski pewnie nie raz pojawią się na blogu, ale dziś, co za zaskoczenie.. kotwica! Ciężka.. ogromna..
A w tle - jeszcze niestety nie morskie klimaty, ale Staw Walczewskiego - też urokliwy:)
![]() |
| Koszulka H&M - sh Lniane spodnie - Zara, sh Tak, tak, spełnia się przepowiednia z zeszłorocznego posta, że tego lata będę nosić głównie len! |

