Na pożegnanie z Vintage - Manią wybrałam trochę najfajniejszych ciuchów (głównie sukienek), które pojawiły się w sklepie, i poniżej je przypominam. Ależ było pięknie..;)
Niektóre z nich podobały się chyba przede wszystkim mnie, bo długo wisiały i czekały na swoją szansę, a kiedy w końcu "się sprzedały", to jednak żałowałam, że je puściłam w świat, zamiast zostawić sobie:) Mówię tu przede wszystkim o tej koszuli w kwiaty i spódnicy w spektakularny, paisley'owy wzór (z tym że ją musiałabym przerobić).
Pomiędzy zdjęciami opiszę inne "naj" związane z prowadzeniem sklepu.
Najfajniejszą i najciekawszą sprawą było oczywiście odbywanie rund po lumpeksach, pchlich targach itp., w poszukiwaniu nowego towaru. Również na wakacyjnych wyjazdach nie próżnowałam i starałam się odwiedzać napotkane przygodnie przybytki tanich szmat. Zasada jest taka, że im mniejsza miejscowość i bardziej spelunkowaty lumpek, tym ciekawsze i wartościowsze znaleziska się trafiały, np. piękna torebka z pytona, Fendi vintage, czy trencz YSL. Potrzeba było tylko odrobinę samozaparcia i brawury, bo im gorsza brama, tym lepszy towar;)
Fajne, ale i dosyć pracochłonne było potem fotografowanie ciuchów - na jedną rzecz wypadało ok. 30 ujęć, z których potem wybierałam kilka najkorzystniejszych. Fotografowanie było oczywiście poprzedzone praniem i prasowaniem - na szczęście lubię sobie pomedytować nad deską do prasowania, fajnie było też widzieć, jak dana rzecz pięknieje:)
No i potem ubieranie manekina - to taki powrót do dzieciństwa, kiedy ubierało się lalki:) Na tym etapie mogłam też sobie od czasu do czasu poszaleć, tworząc całe "stylizacje", chociaż prostsze byłoby oczywiście fotografowanie pojedynczej rzeczy i już - no ale wiadomo, czasami człowiek wyżyć twórczo się musi... ;)


